C-PTSD (ang. Complex Post-Traumatic Stress Disorder), czyli złożony zespół stresu pourazowego, to – mówiąc najprościej – głębokie, emocjonalne „poturbowanie” przez życie.
Podczas gdy PTSD kojarzy się zazwyczaj z jednym, nagłym i dramatycznym wydarzeniem (np. wypadkiem samochodowym, napadem czy katastrofą naturalną), C-PTSD jest wynikiem długotrwałego, powtarzającego się koszmaru, z którego nie było jak uciec.
Wyobraź sobie, że zamiast jednego wielkiego wybuchu (PTSD), ktoś przez miesiące lub lata (a często całe dzieciństwo i okres nastoletni) żyje na aktywnym polu minowym.
Kiedy i jak to się dzieje?
C-PTSD najczęściej rozwija się w sytuacjach, gdzie człowiek jest uwięziony – fizycznie lub emocjonalnie – i poddawany chronicznemu stresowi. Przykłady?
Dorastanie w dysfunkcyjnej, przemocowej rodzinie (gdzie zamiast miłości było odrzucenie, chłód, przemoc psychiczna lub fizyczna).
Długofalowe tkwienie w toksycznym związku z narcyzem lub manipulantem.
Doświadczanie mobbingu w pracy przez lata.
Niewola, uchodźstwo, wojna, ubóstwo.
Jak C-PTSD wygląda na co dzień?
Osoba z C-PTSD nie musi mieć klasycznych „flashbacków” z filmów (gdzie widzi konkretne obrazy z przeszłości). Częściej doświadcza tzw. flashbacków emocjonalnych.
Oto jak to działa w praktyce:
Nagle, pod wpływem błahego bodźca (np. czyjegoś krzywego spojrzenia, ostrzejszego tonu głosu czy ciszy w telefonie), osoba z C-PTSD czuje się z powrotem jak bezbronne, przerażone dziecko. Czuje gigantyczny wstyd, lęk lub wściekłość, choć racjonalnie wie, że nic jej teraz nie grozi.
W głowie takiej osoby bez przerwy nadaje radio z najgorszymi obelgami. „Jesteś beznadziejny”, „To twoja wina”, „Nikt cię nie pokocha”. Ten głos brzmi jak własny, ale zazwyczaj to zinternalizowany głos dawnych oprawców lub toksycznych rodziców.
Bardzo trudno jest komuś zaufać. Pojawia się albo całkowite izolowanie się („ludzie są niebezpieczni”), albo wręcz przeciwnie – chorobliwe uszczęśliwianie innych kosztem własnych granic (people pleasing), żeby tylko nie zostać odrzuconym.
Układ nerwowy jest stale w trybie „walcz lub uciekaj”. Taka osoba cały czas skanuje otoczenie w poszukiwaniu zagrożenia. Szybko się przestrasza, ma problemy ze snem i trudno jej się zrelaksować.
Poczucie, że jest się „wybrakowanym”, głębokie, zakorzenione przekonanie: „Coś jest ze mną fundamentalnie nie tak”.
Wyobraź sobie system alarmowy w domu. Po jednym włamaniu (PTSD) alarm może stać się zbyt czuły na konkretne dźwięki. Ale przy C-PTSD, dom był niszczony i okradany codziennie przez lata.
W efekcie system alarmowy działa cały czas na najwyższych obrotach. Wyje bez przerwy – reaguje na spadający liść, powiew wiatru i zmianę światła.
Krytykę autorytetu, krzyk dziecka, przykrość, trudność życiową.
C-PTSD to nie jest wyrok ani wada fabryczna charakteru. To normalna reakcja zdrowego organizmu na nienormalne, długotrwałe warunki. Układ nerwowy po prostu nauczył się tak adaptować, żeby przetrwać.
Pierwszym etapem jest zrozumienie, że mózg i układ nerwowy działają w trybie CPTSD.
Bez tego zrozumienia człowiek kręci się w kółko, biczując się za swoje reakcje. Myśli: „Dlaczego znowu panikuję?”, „Czemu jestem taki beznadziejny?”, „Inni potrafią żyć normalnie, a ja się rozpadam przez głupotę”. To potęguje poczucie winy i karmi Wewnętrznego Krytyka.
Kiedy zmieniasz perspektywę z: „Co jest ze mną nie tak?” na: „Moje ciało i mózg działają w trybie przetrwania z powodu tego, co mnie spotkało”, wszystko zaczyna się zmieniać. I jest to pierwszy krok do uzdrowienia <3 .

