Wiecie czego mnie uczą te niesamowite dzieci na Hematologii?
To niby pan psycholog-terapeuta Kozłowski do nich jeździ, ale praca idzie w drugą stronę.
Tam nie ma ściemy. Każdy chwyta choć odrobinę radości, wyrwania z realiów, które są dalekie od normalności.
I po paru godzinach moje serce pracuje inaczej. Moja Dusza otwiera się.
Wiem, jak to jest – w 2019 sami byliśmy wspólnotą w cierpieniu i bólu z innymi rodzicami, łapaliśmy nadzieję jak tonący pod wodą rzuca się na każdy haust powietrza.
Później wracam do „rzeczywistości”. I mam takie – „Po co to wszystko tak skomplikowane? Po co tak biegniemy? Czemu tracimy siebie w miejskim, systemowym i cyfrowym świecie?”
Te dzieci przypominają mi o prostocie, o uważności, o pięknie małych rzeczy.
O tym, że uśmiech i oczy pełne zachwytu znaczą więcej niż drogie, głośne auta.
Udało nam się, dzięki współpracy z Fundacja Krwinka i genialną wolontariuszką Natalią jednocześnie prowadzić warsztaty i poprowadzić sesję przy łóżku chłopca, który tyle już słyszał o warsztatach, ale nie mógł wyjść z izolatki.
Od grudnia 2025r.
I na koniec, po sesji, jego mama specjalnie przyszła do świetlicy warsztatowej i powiedziała, że synek jest naprawdę szczęśliwy, że ta sesja dała mu tyle dobra.
Czy chodzi o coś więcej???
Spójrzcie na ten świat. Codziennie widzę i pracuję ze znieczulicą, obojętnością, widzę wrogość, chamstwo, cynizm, widzę jak bogaci pożerają miasta i ludzi, jak systemy atakują, zamiast pomagać.
Mam jakiś rozłam w sobie, na dwa światy. Chcę być zmianą, którą chcę widzieć w świecie, jednocześnie, choć wiele widziałem, wciąż świat zaskakuje mnie brakiem wrażliwości, przemocą.
Dobro i życzliwość – to nie magia, to realne instrumenty, które mogą zmienić świat.
Oddolnie. We wspólnotach pięknych, wrażliwych ludzi.

