Huk miasta coraz brutalniejszy i uzdrawiająca moc ciszy.

Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, że z roku na rok, niezależnie od wielkości miasta, pojawia się coraz więcej agresywnych kierowców z samochodami, motocyklami po „ulepszeniu”, których głośność przekracza wszelkie normy, i to dosłownie.
Ten fenomen ma swoje wyjaśnienie, dlaczego pojawiła się niespotykana nigdy wcześniej dostępność potężnych, sportowych oraz stuningowanych pojazdów. Dzięki rewolucji w finansowaniu pojazdów (leasingi, wynajmy długoterminowe), auta o mocy 300, 400 czy nawet 500 koni mechanicznych, które dawniej były rzadkością zarezerwowaną dla garstki, dziś są codziennością na miejskich pasach startowych.
W ręce młodych, niedoświadczonych i przebodźcowanych ludzi trafiają maszyny generujące potężne przyspieszenia i – po modyfikacjach układów wydechowych – biochemiczny cios akustyczny w postaci ryku sięgającego ponad 100 decybeli.
Polskie i europejskie prawo określa bardzo konkretne, choć i tak wysokie limity hałasu emitowanego przez pojazdy podczas postoju (mierzone przy połowie maksymalnych obrotów silnika) . Samochód osobowy ma 93 dB, samochód ciężarowy 98 dB, motocykle maksymalnie 96 dB. Dla porównania, hałas na poziomie 96 dB odpowiada pracy głośnej kosiarki spalinowej, piły łańcuchowej z odległości kilku metrów lub nagłośnieniu w kinie podczas sceny akcji.
W przypadku aut i motocykli poddanych tuningowi układu wydechowego (usunięcie katalizatorów, filtrów DPF/GPF, montaż tzw. straight pipe lub przelotów), wartości te drastycznie rosną. Badania drogowe oraz pomiary policji podczas akcji wymierzonych w nielegalny tuning wykazują, że zmodyfikowane pojazdy generują hałas rzędu od 100 do nawet 115–120 dB przy przyspieszaniu na ulicy.
Co ważne – skala decybelowa jest logarytmiczna, a nie liniowa! Wzrost o każde 3 dB oznacza podwojenie energii fali akustycznej, a wzrost o 10 dB to dla ludzkiego ucha dźwięk dwukrotnie głośniejszy. To oznacza, że zmodyfikowane auto generujące 103 dB jest dla naszego organizmu ponad dwukrotnie większym ciosem niż pojazd spełniający i tak wysoką normę seryjną.
Dlaczego stuningowane auto to biochemiczny cios? Ludzki mózg nie potrafi obronić się przed tą falą.
W praktyce oznacza to bolesną matematykę dla naszej biologii: Każde dodatkowe 3 decybele to podwojenie niszczycielskiej energii fali dźwiękowej, która uderza w Twoje ciało. Kolejne 10 decybeli sprawia, że Twoje ucho słyszy dźwięk jako dwukrotnie głośniejszy. Kiedy stoisz na przejściu dla pieszych i przemyka zmodyfikowane auto generujące 103 decybele zamiast dozwolonych 93, Twój układ nerwowy nie rejestruje tego jako „trochę głośniejszy szum”. Otrzymuje on dziesięciokrotnie większą dawkę energii akustycznej prosto w bębenki uszne i ciało migdałowate. To bezwzględny, fizyczny atak na Twoje zdrowie, który natychmiastowo wprowadza organizm w tryb śmiertelnego zagrożenia.
Aby wytłumaczyć to zjawisko jak najprościej – ktoś rzuca w Ciebie piłką lekarską ważącą 10 kg. Plus 3 dB – rzucana piłka waży 20 kg! Kolejne 3 dB w górę – i leci w Ciebie pocisk ważący już 40 kg. Kiedy auto z otwartą przepustnicą osiąga wspomniane 113 dB, to w porównaniu do fabrycznych 93 dB mówimy o stukrotnym zwiększeniu energii fali dźwiękowej. Wracając do naszej metafory: to tak, jakby zamiast jednej, początkowej piłki, ktoś nagle wystrzelił w Twoją stronę stutonowy taran. Skala logarytmiczna sprawia, że niewinna na papierze różnica kilkunastu decybeli staje się w rzeczywistości brutalną, fizyczną dewastacją przestrzeni publicznej.
Dla Twojego ciała to nie jest kwestia estetyki czy „hałasu” – to sejsmiczny wstrząs, który bez pytania o zgodę zalewa Twój krwiobieg hormonami stresu.
Ciekawostka – tuningowcy instalują tzw. przepustnice wydechu (aktywne układy), które podczas kontroli policyjnej lub przeglądu są zamknięte (auto spełnia normę 93 dB). Jednak podczas nocnej jazdy po mieście przepustnice są otwierane pilotem, a ryk silnika wkręcanego na maksymalne obroty generuje falę uderzeniową rzędu 105–115 dB.
To co może nam pomóc?
W 2013 roku zespół badaczy pod przewodnictwem Imke Kirste odkrył coś, co rzuca zupełnie nowe światło na wartość ciszy.
Podczas eksperymentów nad wpływem różnych bodźców dźwiękowych na mózg okazało się, że aplikowanie organizmowi zaledwie dwóch godzin całkowitej ciszy dziennie wywołuje neurogenezę – czyli narodziny zupełnie nowych komórek nerwowych w hipokampie . Zrozum ciężar tego odkrycia: cisza fizycznie odbudowuje tkankę mózgową zniszczoną przez miejski hałas!
Nie bójmy się więc ciszy i wolniejszego trybu życia, bo – dosłownie – uzdrawia nas i psychikę naszych dzieci

Najnowsze wpisy

C-PTSD… o co chodzi? Złożony zespół stresu pourazowego.

C-PTSD (ang. Complex Post-Traumatic Stress Disorder), czyli złożony zespół stresu pourazowego, to – mówiąc najprościej – głębokie, emocjonalne „poturbowanie” przez życie. Podczas gdy PTSD kojarzy się zazwyczaj z jednym, nagłym i dramatycznym wydarzeniem (np. wypadkiem samochodowym, napadem czy katastrofą naturalną), C-PTSD jest wynikiem długotrwałego, powtarzającego się koszmaru, z którego nie było jak uciec. Wyobraź sobie, że zamiast jednego wielkiego wybuchu (PTSD), ktoś przez miesiące lub lata

Czytaj więcej »

Druga połowa życia mężczyzny – proces indywiduacji, Jung i Robert Bly

Większość mężczyzn w pierwszej połowie życia realizuje ten sam, społecznie sankcjonowany kontrakt. Budują pozycję, zakładają rodziny, rozkręcają biznesy i stają się liderami. W psychologii głębi proces ten opisuje archetyp Bohatera i Ojca – to faza maksymalnej ekspansji, odpowiedzialności, parcia do przodu i brania wszystkiego na klatę. To rola „pociągu”, która ciągnie za sobą wagony projektów, oczekiwań bliskich i wymagań rynkowych. Ten system działa sprawnie przez lata.

Czytaj więcej »