„Nie potrafię być sobą od 3 lat. Jadę jak na autopilocie.”
To zdanie jednej z osób, która zgłosiła się do mnie po nieudanej przygodzie z substancjami psychodelicznymi.
Piszę przygodzie, bo psychodelik pojawił się w formie rekreacyjnej, z domieszką narkotyków, w dużych ilościach.
Coraz częściej trafiają do mnie osoby – młodzież i dorośli – którzy zaliczyli tak zwany „bad trip”.
Zabawa na imprezie czy intencja rozwoju duchowego na festiwalu zmieniła się w osobiste piekło, retraumatyzację, paranoję, psychozę, „opętanie”.
Piszę o tym, ponieważ istnieje szereg sposobów pomocy tym osobom – najczęstszą jest integracja psychodeliczna (gdzie miało miejsce zażycie dużych dawek substancji i, np., rozpuszczenie struktur mentalnych) lub integracja psycholityczna (przy mniejszych dawkach doszło do poluzowania przekonań, ale zaczęło to mocne procesy osobiste).
Temat jest wciąż wstydliwy, trudny, ponieważ w świetle prawa substancje psychodeliczne są zakazane.
Ale w innych państwach… krajobraz prawny i medyczny zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
Miejsca takie jak Australia, niektóre stany USA (Oregon, Kolorado) czy Szwajcaria przecierają szlaki, wprowadzając substancje takie jak psylocybina czy MDMA do oficjalnego obiegu medycznego. Tam nauka wygrywa z tabu, a pacjenci z lekooporną depresją czy PTSD otrzymują pomoc w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach.
Badania nad psylocybiną, prowadzone przez prestiżowe ośrodki takie jak Johns Hopkins University czy Imperial College London, dowodzą jej ogromnego potencjału w szybkim i trwałym leczeniu głębokiej depresji oraz uzależnień.
Ibogaina to kolejna substancja, która elektryzuje świat nauki, wykazując wręcz rewolucyjną skuteczność w przerywaniu silnych uzależnień od opiatów, alkoholu czy psychostymulantów. Ze względu na swoje unikalne, niezwykle intensywne działanie neurobiologiczne i psychiczne, wymaga ona jednak absolutnie najwyższego reżimu medycznego oraz kardiologicznego.
Niestety, u nas lęk przed konsekwencjami prawnymi i społecznym ostracyzmem sprawia, że osoby po trudnych doświadczeniach zostają ze swoim piekłem zupełnie same. Boją się szukać pomocy, myśląc, że zostaną uznane za narkomanów albo osoby chore psychicznie. A przecież „bad trip” to często nic innego jak potężny, traumatyczny proces emocjonalny, który został bez opieki.
Rozpuszczone struktury ego czy poluzowane mechanizmy obronne nie dostały bezpiecznego lądowania – zabrakło fundamentalnego Set and Setting (nastawienia i bezpiecznego otoczenia).
Jako terapeuci nie możemy udawać, że problemu nie ma, albo moralizować. Naszym zadaniem jest budowanie bezpiecznego mostu powrotnego do rzeczywistości.
Integracja psychodeliczna pozwala pozbierać te rozsypane kawałki psychiki, nadać sens trudnym wizjom i przede wszystkim – pomóc tym ludziom znowu poczuć się sobą.
Nielegalna substancja nie oznacza, że cierpienie człowieka jest nielegalne. Czas zacząć o tym rozmawiać głośno i profesjonalnie.
Jeśli Ty lub Twój bliski potrzebuje wsparcia – są sposoby, techniki, dobrzy ludzie, dla których pomoc w zintegrowaniu doświadczenia jest najważniejsza.

